Nie pamiętam tak ciężkiego…

Nie pamiętam tak ciężkiego treningu, właściwie to był bardziej trening umysłu, siły woli niż ciała 🙂

Poszło:
Dynamic Squats 6×3 210kg (145+65kg bands)
Deficit deadlift 5cm – 5×5 (1×5 200kg, 4×5 170kg)

Przeważnie gdy mam problem z treningiem jest to wina CUN. Dzisiaj natomiast było to spowodowane przetyranym posterior chain. Lower back „krzyczał” z bólu, do tego doszedł zmęczony brzuch + lekki katar i okazało się że każde powtórzenie było walką z bólem i próbą utrzymania za wszelką cenę napięcia w brzuchu, nie wspominając już o trudności z oddychaniem.

Bo wbrew temu co niektóre „jutubery” mówią, trening nie jest zawsze przyjemność i nawet ja jako osoba uwielbiająca ćwiczyć, mam dni takie jak dziś. Gdzie wszystkie znaki na niebie i ziemi krzyczą żeby nie ćwiczyć, a każda kolejna seria tylko utwierdza w przekonaniu że to jest fatalny dzień…
Jednak wiedziałem że gorączki nie mam, nic mnie „źle” nie boli, to trzeba cisnąć ile sił. I udało się zrobić główne ćwiczenia, na asysty już sił zabrakło.
Teraz satysfakcja ze zrobienia tego treningu jest ogromna, i kolejna cegiełka do wyników została dołożona. Warto było się męczyć 🙂

Deficit Deadlift – Miałem zamiar zrobić 5×5 200kg, ale po pierwszej serii stwierdziłem że nie ma szans zrobić 5×5 tym ciężarem dzisiaj, i wypaczenie techniki mogłoby być zbyt duże. Tym bardziej że to jest mój 3 raz w życiu kiedy robię ciąg z deficitu.

I muszę nową muzykę znaleźć, bo obecna mi się już trochę zbrzydła.

#strongaf #silownia #mirkokoksy #mikrokoksy #pokazforme