Wiele osób pyta mnie jak się…

Wiele osób pyta mnie jak się czuję, czy potrzebuję pomocy i wiele, wiele innych. Wyszło z tego podsumowanie i dotychczasowego życia i celi, także może kogoś zainspiruję. 🙂

Zacznę od części dla #mikrokoksy pytających o moje decyzje dotyczące startów w trójboju, jak kogoś interesuje druga część (stan życiowy) – do pominięcia.
Od końca listopada, czyli od kiedy się wyprowadziłam na ziemię kujawską to nie ćwiczę. Głównie przez brak pieniędzy na karnet.

pokaż spoiler Muszę leczyć zęby, generalnie zaczynanie nowego życia i teraz turbo chujowa sytuacja życiowa, jak kogoś ciekawi – niżej).

Jak dobrze pójdzie to wracam do dźwigania w lutym o ile będzie na to fundusz (myślę, że tata mi w tym pomoże). Przez ten czas (3 miesiące) dałam bardzo odpocząć rzepce, (co popiera mój fizjoterapeuta z miasta rodzinnego). Dużo pracowałam nad mobilnością, rozciąganiem i poprawiałam technikę przed lustrem „na sucho” z kijem od mopa (kto mnie zna, ten wie, że mam pierdolca na punkcie ćwiczenia w 100% poprawnie). Wydaje mi się, że do rozwoju w tej kwestii można zaliczyć też jogę, ale ogólnie mam straszne wrażenie, że się opierdzielam, po prostu ciężko mi się żyje bez przerzucania ton żelastwa miesięcznie. Myślę, że nie było to działanie bezcelowe, bo czuję, że moje najsilniejsze mięśnie (wszystkie w nodze oprócz przywodzicieli) nie są już stale spięte. Tak samo pracowałam nad korekcją postawy (przodopochylenie miednicy, hiperlordoza, płaskostopie poprzeczne od urodzenia) i o wiele mniej czuję spięcie gorsetu i „ciągnięcie” mięśni grzbietowych w dół.
Dzisiaj bez rozgrzewki zrobiłam przysiad z niebieskim na plecach (około 95-97 kg) na jeden raz, za drugim usiadłam i już nie wstałam. Czułam, że mogłam, ale On się bał i zszedł. Nie wiem czy to dobrze, właśnie m.in w celu oceny to piszę (mój PR to 140 kg). Wydaje mi się, że jest ok, biorąc pod uwagę fakt, że #zaburzeniaodzywiania (tym razem na szczęście jedynie #bulimia atypowa i jadłam różnie. Czasem 500, czasem 1200, czasem 2800 kcal. Stabilizacja tego też jest celem po wyprowadzce.) W sumie sama nie do końca wiem co chcę robić po powrocie na siłownię, także zwracam się tutaj do Was o sugestie. Moim celem jest wrócenie do starego totala (SQ 140, BP 80, DL 200) i start w debiutach. 3 miesiące temu (też po przerwie kontuzyjnej i ćwiczeniu bardziej okazyjnym) przy 5/3/1 w DL tym 1rep było 90 kg, a BP 40 kg z pauzą 3 s. Na pewno w planie muszą być ćwiczenia trójbojowe. Myślę mocno nad box squatem, hip thrust, przysiadami bułgarskimi, ohp, podciąganiem, floor press i half bench press (to ćwiczenie akurat zawsze robię jako rozgrzewkę). Oprócz tego na wiosnę chyba powoli zacznę wracać do #mtb po 2 latach przerwy.
Z tego miejsca bardzo chcę podziękować @IntruderXXL:, @Kasahara:, mojemu staremu trenerowi z miasta rodzinnego i Zuzannie Kuli. To są cudowni ludzie, którzy stale wspierali mnie i w kwestii wiedzy, i w momentach słabości kiedy chciałam wszystko rzucić przez nie tyle co brak predyspozycji, a przeszkody które o ile obejdę to bardzo ciężką pracą.

Reszta tekstu dotyczy mojego aktualnego życia, którym jest zainteresowane o wiele więcej osób. Jednak nie chcę męczyć tym koksów, których to nie interesuje.
W zeszłym tygodniu wyrzucili mnie z pracy (btw marka sportowa) mimo, że zapieprzałam za kilku (kierowniczka mnie chwaliła codziennie). Najprawdopodobniej przez uprzedzenia i mój znaczny „incydent zdrowotny” (tak to będę nazywać, nie chcę mówić wprost, ale chodzi o pogorszenie mojego stanu zdrowia w kwestii fizycznej) który odbił się znacznie na mojej psychice, ale nie dałam po sobie tego poznać. Po dłuższym przemyśleniu nie żałuję, bo za 1750 zł nie mieć życia (praca 9-21) i pracować za 2-3 osoby nie jest godną stawką. Jedyny plus to wsparcie w kilku starszych ode mnie pracownicach (powyżej 30-tki) które jak dowiedziały się o tej zdrowotnej sytuacji to się popłakały, ledwo były w stanie się pożegnać i życzyły mi bardzo dużo szczęścia i zdrowia. Były strasznie zszokowane, że pracowałam na normalnych obrotach. Oficjalnego powodu mi nie podano, jednak od osoby, która słyszała rozmowę decyzyjną nt. mojego zwolnienia – jest to prawdopodobnie body shaming i dyskryminacja z powodu choroby psychicznej.

W nowym domu? Matka i siostra mojego niebieskiego jakiś czas temu się na mnie uwzięły bez powodu, bo wyimaginowały sobie jakiś mój obraz i mnie tyrają. Dokładnie tak. Stwierdziły, że to, co sobie wymyśliły (rzeczy zupełnie nie mające poparcia w faktach, tymbardziej, że niewiele wiedzą na mój temat) jest prawdą, i ja jestem rakiem na ich życiu. Żeby było jeszcze śmieszniej to wszelkie problemy kazały przekazywać mojemu niebieskiemu zamiast same przyjść i porozmawiać o swoim problemie w stosunku do mnie. Nie miały odwagi powiedzieć mi tego w twarz i jeszcze bezczelnie wykorzystywały wszystko, co wiedziały na mój temat próbując trafić w czuły punkt (np. matka niebieskiego i komentarz „i tak jesteś gruba jak szafa trzydrzwiowa, to że nie jesz nic nie zmieni). Najprostszy przykład: pytałam 3 miesiące, dzień w dzień czy w czymś pomóc. Zawsze słyszałam NIE. 3 tydzień trwa awantura pt. „Znajdź sobie kogoś lepszego, to jest pasożyt, blablabla”. Najmocniejszy przykład #logikarozowychpaskow jaki doświadczyłam przez całe życie. Przebija nawet nauczycielki, które mnie gnębiły za wyprzedzanie programu przy nauczaniu indywidualnym o pół roku-rok z przedmiotów które miałam rozszerzone, bo mnie po prostu pasjonowały. Oczywiście w stosunku do mnie lecą przeróżne epitety od „nierobów” po „dziwkę”, „szmatę” i o wiele gorsze (no faktycznie, bo jak nie widzisz, to nie miało sytuacji). A na argument, że słyszałam „nie” – odpowiedź „to trzeba było się domyślić”. No niestety, nie jestem pierdoloną wróżką jak one. Nie potrafię opisać rzekomego charakteru i postawy do wielu rzeczy lepiej niż mój niebieski czy też ja. Moje „nieróbstwo” wyglądało w taki sposób, że codziennie czyściłam miejsce w którym przebywałam w dniach pracy. Co kilka dni (wolne) odkurzałam i mopowałam podłogi, składałam pranie, dokładnie sprzątałam kuchnię i łazienki, czasem zaproponowałam zrobienie obiadu na 2-3 dni jak ja akurat miałam wolne i oczywiście pozwalała dopiero jak niebieski to po 2 godzinach wyprosił. No ale to były pierdolone krasnoludki, nie ja, bo ja jestem nierobem.
Przez tą sytuację naprawdę głębokiego #mobbing w stosunku i do mnie, i do niebieskiego doszło do mojej samobójczej próby podczas jego chwilowej nieobecności. Jestem na siebie bardzo zła, że musiał to przeżywać i kilka godzin przy mnie siedział wyczuwając puls, oddech i reanimując. Jednocześnie wiedział, że jak zadzwoni po pogotowie to trafię do szpitala psychiatrycznego, a tego nie chcę, bo polska służba zdrowia w tej kwestii jest dnem.

pokaż spoiler Na 100% padną zarzuty, że zrobiłam to dla atencji. Nie, ja naprawdę chciałam umrzeć, myślałam, że mi się uda w te 45 minut. Byłam w takim momencie, że sądziłam, że nawet On jest już po ich stronie. Takie niestety jest życie z ChAD i ekstremalną nienawiścią.

Wszystko stało się przez to, że zostaliśmy zgnębieni do cna w domu w którym jeszcze 3 tygodnie temu czuliśmy się bezpiecznie. 3 tygodnie temu z szczęśliwego domu nasze miejsce zamieszkania zmieniło się w piekło, a to dodatkowo zbiegło się z moim „incydentem zdrowotnym” i tzw. „rowem mariańskim” mojego #chad. Wszystko skończyło się interwencją policji dnia następnego zainicjowaną zgłoszeniem @WillyJamess: który był bardzo zatroskany i bał się, że to powtórzę mimo niebieskiego obok. Za co również dziękujemy, mimo że zaostrzyło konflikt, bo siostrunia i mamusia uważały że zgłoszenie pochodziło ode mnie (że niby agresja w domu) i nie dały sobie powiedzieć nic, bo wiedzą lepiej.
Podsumowując: w całej sytuacji wsparcie i zrozumienie okazał nam tylko teść. Tylko z nim mogłam wszystko wyjaśnić i powiedział, że zrobiłby to samo co @WillyJamess: gdyby ktoś z jego znajomych wyrażał chęć odebrania sobie życia. Oczywiście matka uważa, że teścia omamiłam. Niebieski nadal jest w szoku, że przez niemal 30 lat tak dobrze się ukrywały i uważa że w tym momencie ma tylko ojca, te babska nie są jego siostrą i matką.
Wyprowadzka poskutkowała też znaczną poprawą sytuacji z moją rodziną. Matka jak i ojciec oczywiście mają swoje za uszami (#dda) ale teraz dzwonią, troszczą się. Proszą żebym chociaż zadzwoniła wracając z pracy autem albo do nich, albo do jednej lub drugiej babci. Nawet siostra matki (jedyna z rodzeństwa, która jest cudowną, ciepłą osobą i jedną z niewielu jaką jestem w stanie wskazać jako osobę dobrą z całej rrodziny. Ojciec dowiadując się wczoraj o moim „incydencie zdrowotnym” i utracie pracy płakał, płakał przez telefon tak długo, że mama mi pisała później smsa, że trwało to ponad 2 godziny. Szczęśliwie właśnie dzięki nim podpisujemy 01.02 umowę o wynajem kawalerki. Decyzją taty wysłali nam pieniądze na opłatę kaucji. Cena wynajmu zeżre całą moją wypłatę z tej paskudnej roboty, ale jutro idę na rozmowę do dosłownie byle pierwszej pracy jaką mi zaproponowali najszybciej. W międzyczasie czekam na rekrutację do pewnego bydgoskiego IT korpo. Z tego miejsca bardzo dziękuję @Doomino:, @WillyJamess: i @Szyszkownik_Kilkujadek: za próbę pomocy dostania się tam i pokazywanie, że wcale nie jestem zbyt słaba do tej firmy.

Naprawdę, mimo tak okropnego stycznia wierzę, że 2019 będzie dla mnie dobrym rokiem. Kilka tygodni temu minęły mi 2 lata bez życia podyktowanego opiatami i benzodiazepinami dożylnie w horrendalnych dawkach. Dlatego @Sertralina: wie jak przykrym widokiem są Ci wszyscy ludzie spod tagu #narkotykizawszespoko biorący się za jedną lub drugą grupę, lub gorzej, za obydwie jednocześnie. Ten trend na robienie z opiatów/opioidów i benzodiazepin narzędzia do bycia „cool” jest przykry. Bo trafia w młode osoby nie mające świadomości jak to jest, kiedy już nie bierzesz „bo chcesz”. Bardzo szybko staje się to braniem „bo musisz”. Ustawiasz budzik równo co 8 godzin, śpisz i jesz szczątkowo, ale przy każdym kroku musisz mieć ze sobą strzykawkę z gotowym roztworem, nawet, kurwa, śpisz ze strzykawką pod poduszką żeby podać go dokładnie co do minuty. Jeszcze tego nie wiecie, ale będziecie wspominać nasze przestrogi. Bardzo jest mi przykro, gdy dostaję na PW pytania o dawki czy prośby o naukę iniekcji.
Z tego miejsca pozdrawiam @ifau:, która jeszcze nie upadła na dno i nie chce dać sobie pomóc.

Tekst bez korekty, bo #owmbugi i wywala mi do domyślnego ekranu gorących. Jak chaotycznie to przepraszam.
Dodaję jeszcze raz, bo poszło bez tagu #chorobytwinkle